Programista z Dalekiego Wschodu. Czy warto szukać developerów w Indiach i Bangladeszu?

Branża programistyczna jest obecnie najbardziej rozwijającą się na świecie. Przeniesienie wielu obszarów życia codziennego i handlu do internetu sprawiło, iż stale rośnie popyt na programistów na rynkach pracy w Polsce i za granicą. Wśród wielu firm często spotykaną praktyką jest coraz modniejszy body leasing, czyli wynajem pracowników na godziny. Rozwiązanie to ma wiele zalet, ponieważ jest niezwykle elastyczne oraz pozwala zaoszczędzić spore pokłady czasu i pieniędzy. Powszechnie uznaje się też, że największy rynek programistów istnieje w krajach azjatyckich, w Indiach czy Bangladeszu, stąd też wiele firm decyduje się na współpracę z nimi przede wszystkim, aby ograniczyć koszty realizacji projektów. Ale czy rzeczywiście wato szukać developerów z Dalekiego Wschodu.
Branża IT jeszcze kilka lat temu rozchwytywała programistów pochodzących z Indii i Bangladeszu. Na pierwszy rzut oka wydawali się oni niezwykle kompetentni, posiadali duże doświadczenie. Plusem była też znajomość języka angielskiego, który np. w Indiach jest drugim językiem urzędowym. Przede wszystkim stanowili oni o wiele tańszą siłą roboczą w porównaniu do programistów z zachodniej Europy czy USA. Obecnie jednak tendencja ta całkowicie się odmieniła. Przedsiębiorcy na całym świecie zaczęli dostrzegać problemy płynące z zatrudniania pracowników z Azji. Okazuje się bowiem, że ponad 90% z nich nie posiada kompetencji do pracowania w branży IT.
Programiści z Indii
Pierwszym zarzutem jest brak tradycji technicznej. Indie i Bangladesz to kraje stosunkowo biedne, w których jeszcze kilka lat komputery posiadali jedynie najbogatsi. Większość z programistów z kolei szczyci się 10-letnim, a nawet 15-letnim doświadczeniem, które jednak szybko weryfikują poważne błędy popełniane przez nich w pracy. Programistów z Azji z ukończonymi studiami dawno wykupiły już największe firmy IT za niemałe zresztą pieniądze. Oznacza to, że na rynku pozostali pracownicy drugiej i trzeciej kategorii, z których większość to samouki. Uważa się, że są oni dobrzy w szybkim wyszukiwaniu i kopiowaniu tego, co już zostało stworzone, gorzej z budowaniem poprawnej logiki programu, która jest wszak wymogiem podstawowym dla programisty.
Wiele wątpliwości budzi też sama komunikacja z programistami z Indii i Bangladeszu. Chodzi tu o znajomość języka angielskiego, która na ogół przedstawia się dość marnie. To z kolei sprawia spore problemy w porozumiewaniu się. Pracownikom z Dalekiego Wschodu często zarzuca się, że nie rozumieją oni zadań, które zostały im powierzone. Pracując nad projektem, robią oni to, co uważają za stosowne i nie przyznają się do tego, że czegoś nie zrozumieli. W ostatecznym rozrachunku często okazuje się, że projekty, nad którymi pracowali, należy gruntownie przebudowywać lub nawet zaczynać od zera.
No i rzecz najważniejsza - realne umiejętności a rzeczywistość. Wiele nacji zorientowało się już, że ich umiejętności programowania dotyczą podstawowych zagadnień. Oznacza to, że w przypadku poważniejszych projektów nie posiadają wymaganych kwalifikacji. Nie umieją również rozwiązywać problemów, które stawia przed nim projekt. Ostatecznie też ich projekty wymagają zatrudnienia specjalisty, który posiada rzeczywistą wiedzę, aby weryfikować ich pracę. Powielany niepotrzebnie kod, czyli tworzenie spaghetti, brak umiejętności kompilacji języków, brak odpowiedniej metodologii pracy oraz nieumiejętne tworzenie logiki programów to tylko wierzchołek góry lodowej, jaki mogą im zarzucić współpracownicy z krajów europejskich.
Podsumowując, coraz więcej zagranicznych marek zauważa poważne problemy w pracy z programistami z Dalekiego Wschodu. Niskie kompetencje, problemy z komunikacją werbalną oraz nieodpowiednie podejście do realizowanych projektów sprawia, że fakt, iż są tani, schodzi na dalszy drugi. Poprawnie napisany kod, wiedza z zakresu nowoczesnych technologii i metodologii pracy oraz umiejętność rozwiązywania problemów, które to umiejętności, które sprawiły, że zagraniczne rynki chętniej wybierają do swoich zespołów programistów z Europy w tym coraz częściej także z Polski.
Tomasz Kozon

Autor Tomasz Kozon

Zajmuję się projektowaniem aplikacji i serwisów internetowych. Posiadam wiedzę i doświadczenie z zakresu: programowania, Marketing Automation, kampanii w Social Media, SEO, SEM, kampanii mailingowych i copywrittingu. Obecnie kieruję własną spółką (software house/agencja marketingowa) i organizacją non-profit. Rozwijam start-upy, programuję i zarządzam projektami zintegrowanych kampanii marketingu w wielu kanałach on-line.

Więcej wpisów od Tomasz Kozon